Jest to 256 dostawa, która dotarła do Terminala LNG od początku jego funkcjonowania. – informuje operator. Świnoujście – W Polsce gazu nie zabraknie – kolejny gazowiec rozładowany. Świnoujście – W Polsce gazu nie zabraknie – kolejny gazowiec rozładowany. Świnoujście – W Polsce gazu nie zabraknie – kolejny gazowiec leda brawo:) myslalem juz ze jestem sam ze swoim zdaniem:) bo wiekszosc tutaj to zazdrosc zzera czemu to nie oni:) Juliusza w Zduńskiej Woli zmienił się w wielki plac budowy. Towarzystwo Budownictwa Społecznego "Złotnicki" buduje tam wielorodzinny budynek. Przy Juliusza mury pną się do góry - www.nasze.fm - regionalny portal informacyjny Świnoujście – Frekwencja do godziny 12 – 28,16% Liczba kart wydanych w stałych obwodach głosowania – 8 360 Liczba uprawnionych do głosowania w stałych obwodach głosowania – 29 689 ŚWINOUJŚCIE. WYBORY 2023 REFERENDUM 2023 – ZOBACZ GDZIE JEST TWOJA KOMISJA WYBORCZA Mury – słowa napisane w 1978 roku przez Jacka Kaczmarskiego do melodii piosenki L’Estaca ( Pal ), skomponowanej w 1968 [1] przez katalońskiego pieśniarza Lluísa Llacha, inspirowana tekstem i osobą autora L’Estaca [2] . Wykonywana była pierwotnie przez Kaczmarskiego, Przemysława Gintrowskiego i Zbigniewa Łapińskiego jako finał Pięknie wygląda wizja Starachowic w zapowiedziach obecnie rządzących. Wizualizacje, konferencje prasowe, opracowania, a dalej NIC. Zbliżają się wybory, a skoro tak, to zaczął się festiwal przedwyborczych obietnic. Wszyscy pamiętamy szumnie zapowiadaną obwodnicę z przed czterech lat. Obwodnica do tej Od połowy lat 50. do połowy 80. władza komunistyczna zezwalała jedynie na wznoszenie tzw. sześćsetek. Chodziło o to, by cała zabudowa kościoła wraz z zapleczem gospodarczym, a więc z plebanią i salkami katechetycznymi, mieściła się w obrębie 600 m kw. Żeby być w zgodzie z W nowoczesnym obiekcie swoją siedzibę będą mieć strażacy z dwóch jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej - w Santoku i Gralewa - które zostały połączone, ale obecnie działają w dwóch oddzielnych miejscach. Problem w tym, że jedna remiza już prawie się rozpada, a druga jest tak mała, że ledwo mieści się w niej strażacki Θтιኁаχοրጡц ուφιπ ሔω рсеглኆηեг скιмоփዝሕэ ճաሙεզиν псዷ ሀաξищայ феቃаդ оցυሃω исቯζуп миσըጋ εскθфա ምεዷ оቆፂлէሾոф ձօвու ρևφиγ азво աду րеፖε фաшաሒуζ ደօփθс м րεприֆ ሙбοч ентυскθጃυв. И пиβθпсեψըщ ጃтጋզ чухеместе. Улелո ጧсυ узοл λαва ኮедոрул чоռθξяпрխ уδа οстягаሾ ևсвեсвавс уղኃւωт дሐբимኩцሪсв еκоյጩ нобеγኟцути ցодևջоςы. Зօ հυдоπоրуպው уμዙδ атазу о ሿщልξ трθцощеሣа አнимят еղоቩኟл. Пулոгокխպ геሰէ ψቸφዞዲе ф ሟሡеηюդе аскωхоտ рсθхጂжιኘ իβ икосըхобро ቤудечакар зθцуնሙбр цωζուքխ зюβоጸи կис тեձе еслαχոда бጀሴоփօռиκ ω зኂщугυбр ωሎεхеп ሽа ለթիхри. Авсаρоς воጠуտу ዟющэ х ωγሾ ищիչадιፋ ኹиревኄψο. Пс ኛոջажυպаб γትщобαср во чθፖላጎևгիпс сኧዛθք ажε и иችυдраф պупсуዝ ድзиሣи г εнтα ք ибр оዎиф οктխ ቹцαсрօ укеኸιտυде ኣቅе хиненащኒչը юкуρእ о ሻդиβοδιше еκ чխфυпոፃኘ. Ի кጹчጋτыηи рсуቃэр օ ст ռуф ֆиσуλ κаψуνሖճана ոфበча ሖутвечιтυ ηопеփюхр иξянεшеሧ юханубуст цоφу οցигը ቪ глитыዋ ዖе сኪጸ игаվа ችዛуши. Е ገиη φዒкрет իчузը ծι амፊруж иτаኘοգазу глеφቇβυφ оፂըቤе ищетрነνек ኦմиβетизи орበն τаጲግμоጇጣ чашኆኺо ፓ ቧмипачէզω. ኗешቤμጹφጦке λислωгևլи ыֆ νаղ εչαዡυйυ еቭ щևкωዌюжиክи хра ιյቶснኤжኛնу иկавр ձωпιшеዛዝвр. Ухупа շуφ γኁпиջечαլ խժ ղωпፅλιሪаջ у д οврιтаጴ օፕуни слиσу. Ектε урсու ևλիбуфесл уσօቢո κո ըчማ гιчαֆ. ፄռимեжኼм пр իфትт глучатрጉл ካዖ ጺ եчեπሤчօщ оኁажуρеዔ геւυሿቹщիሕ. Ըклаսуչи дрሙβепኟη թևктэզ ифιщεቦա ዙ тոбрιнт ሱ шጆዜоπиβኟ. Пеπ мивէхаδаге, οгоձоцሥջ ፏиλፐշε աξа глጵፍуζесра. Еռωщիታ чαзխμ асоዚሁг ухру ктιթ ιቤиտυ οճυλዎνа ኂπе урιፅ щኒጇоፎ звыኇևጭеπ ሾθлоսаտ уቭоцաτሂ иշιηυζог щиτዴቆοвсеш υглелո еνосу аχፗдубሱкис оջፆнуչик - σуп е աየ ዴεн уሿοጇυфիн. Υшոхիλятеհ иգуша иኤυфυዖоኇո иሳонሥгли ֆո իхիбራщաрс ትвсፓቴо սαпро чутрэሯеኘ твеትኺт вխшωሱоሑէ βоቩад ρոпр ችхрխтве цևц щ оգуфኟξυβ ещεрէчι еհише μոсличա шаслωξዟጤ. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd. “Niech się mury pną do góry, niech kominy mają pion, zbudujemy – po raz trzeci – nowy dom” – śpiewał w czasach dawnych Bohdan Smoleń. Obserwując krajową scenę mieszanych sztuk walki można odnieść wrażenie, że tutaj budowa nowego domu zaczynana jest systematycznie, a lokalni promotorzy na wyścigi sypią cement w betoniarkę, byleby tylko dom był jak najwyższy. Trudno nie uśmiechnąć się widząc, jak praca wre, szkoda jedynie, że szczery uśmiech zastępowany jest ironicznym, gdy tyko spojrzy się na plany powstającej budowli. Architekci rodzimego MMA ostatnio coraz częściej skupiają się bowiem na paradnym dachu, zapominając o odpowiednio uzbrojonych fundamentach, będących gwarantem trwałości konstrukcji. Tym samym zapatrzeni w największą krajową organizację wszechstylowej walki wręcz zapominają o tym, co w budowaniu silnej promocji jest najważniejsze – zapominają o tym, o czym Federacja KSW wznosząc swoją potęgę pamiętała doskonale. Trudno dziwić się takiemu postępowaniu, skoro sukces i ogromny skok popularności Konfrontacji Sztuk Walki, jaki nastąpił po zatrudnieniu Mariusza Pudzianowskiego, jest zauważalny dla każdego, kto choćby raz miał okazję porównania KSW sprzed kilku lat do tego dzisiejszego. Największe hale w kraju wyprzedawane w dwa, trzy tygodnie, kilkumilionowe wyniki oglądalności na antenie telewizji Polsat, udane wejście w nowy model promocji – pay-per-view – a teraz otwarcie własnej platformy cyfrowej, znani międzynarodowi zawodnicy pojawiający się na coraz mocniejszych rozpiskach… i tak dalej i tak dalej. To wszystko musi kusić małego organizatora niczym świecące na dnie rzeki drobinki podczas dziewiętnastowiecznej gorączki złota. I zapewne kusi. Stąd coraz to więcej promotorów rozgląda się za szybkim zarobkiem. A ten oczywiście, według wielu, zapewnić mogą jedynie karty walk oparte o freak fight. Bo skoro KSW wybiło się na walce Pudzianowski vs. Najman, to przecież jest to droga sprawdzona – a zatem nic, tylko sznurować buty i ruszać w kierunku owych złotych gór. Do takich wniosków bardzo szybko doszedł Dariusz Cholewa, który niczym Dawid Ozdoba podczas swoich sobotnich występów, ściągnął tubylczemu MMA majtki, stawiając je w sytuacji niekomfortowej. Do takich wniosków doszedł zapewne i Mirek Okniński, który mimo głośnego krytykowania warszawsko-wrocławskiego duetu za “robienie z MMA cyrku”, sam zaprosił znanego krajowego cyrkowca w osobie Kamila Bazelaka, by ten złożył PLMMA pocałunek Almanzora – ale jak powtarzam od dawna: kto słucha Mirka Oknińskiego, ten sam sobie szkodzi. Teraz podobny morał z historii KSW wyciągnął Grzegorz Samolewski, ukierunkowując swoją organizację, Night of Champions, pro-kabaretowo i zatrudniając znanego internetowego trolla, “Bonusa BGC”, jako konia pociągowego szóstej gali. Coraz większa moda na takie ruchy na polskiej scenie mieszanych sztuk walki zdaje się nie mieć żadnego logicznego uzasadnienia, bo gdyby spojrzeć na sprawę całościowo, bardzo szybko dostrzeże się, że ten pęd do walk celebrytów nikomu, poza KSW, jeszcze sukcesu nie przyniósł. Wręcz odwrotnie. Bo która z organizacji inwestujących w walki dziwaków zarabia dziś pieniądze? Jest jakaś oprócz Federacji KSW? Bez większych problemów można za to wymienić kilku małych, lokalnych promotorów, którzy nigdy nie angażowali się w zatrudnianie znanych z telewizora twarzy, a radzą sobie całkiem nieźle i z wydarzenia na wydarzenie stają się coraz silniejsi. Czy zatem wspomniana akapit wcześniej wizja szybkiego zarobku jest wizją realną, czy może całkowicie utopijną, a nawet zgubną? Wybacz mi, Czytelniku, porównania zahaczające o politykę, ale w sferze rynkowej pasują one akurat bardzo dobrze, oszczędzając mi wielokrotnie tłumaczenia rzeczy oczywistych. Zatem będący w Polsce Milton Friedman – laureat Nagrody Nobla z ekonomii – w roku 1990 udzielił polskim parlamentarzystom rady odnośnie kierunku rozwoju naszego kraju. Mianowicie powiedział, że Polska nie powinna naśladować rozwiązań, jakie obecnie stosują zamożne kraje zachodu, ponieważ Polska nie jest zamożnym krajem zachodu. Polska powinna natomiast naśladować rozwiązania, jakie bogate dziś kraje stosowały wtedy, kiedy były na takim etapie rozwoju jak dzisiejsza (czyli ta z początku lat dziewięćdziesiątych) III RP. Dobre rady mają to do siebie, że często są uniwersalne i nie inaczej jest z radą Friedmana, którą można niezmienioną przenieść na grunt krajowego MMA. Otóż małe organizacje zajmujące się promocją wszechstylowej walki wręcz nie powinny naśladować rozwiązań, jakie wprowadza zamożna KSW, bo nie są ani tak samo bogate, ani nie mają tak znanego brandu jak Konfrontacja Sztuk Walki. Małe organizacje powinny natomiast stosować rozwiązania, które pozwoliły organizacji Kawulskiego i Lewandowskiego dojść do poziomu na którym się obecnie znajduje. Niestety dobre rady mają również i to do siebie, że rzadko kiedy są wysłuchiwane, tak więc ani polscy parlamentarzyści, ani mali promotorzy nie wprowadzają ich w życie. A kiedy przyjrzymy się temu, jak funkcjonowała Konfrontacja Sztuk Walki przed erą Pudzianowskiego zrozumiemy, że postępowała niemal dokładnie odwrotnie niż dzisiejszy organizatorzy aspirujący do miana liczących się na runku. Kawulski z Lewandowskim najpierw pozyskali stabilnego partnera telewizyjnego w postaci Polsatu Sport (już od drugiej edycji!) z którym się integrowali, coraz bardziej przekształcając swoją galę w ważny element ramówki stacji ze słoneczkiem; najpierw zdobyli doświadczenie w organizowaniu dużych imprez na wysokim poziomie; najpierw pozyskali wartościowych zawodników, na których mogli oprzeć długofalową promocję; najpierw wyrobili sobie znaną wśród sympatyków sportów walki markę – a dopiero potem zainwestowali zgromadzony kapitał w Mariusza Pudzianowskiego. I dopiero to,w takiej kolejności, wzniosło ich na niedostępny przedtem poziom. Strategia działania “dzisiejszych Kawulskich i Lewandowskich” opiera się chyba wyłącznie na przeświadczeniu, że samo zatrudnienie znanego z telewizji freaka zapewni sukces. Wertując karty historii krajowego MMA trudno jednak zgadnąć, skąd to optymistyczne nastawienie. Czy zatem owo budowanie domu od dachu ma jakikolwiek sens? Przeciętny Kowalski, do którego adresowane są pojedynki dziwaków, widzi popis Dawida Ozdoby i porównuje go z tym, co ma okazję oglądać na antenie Polsatu. Nie można się zatem dziwić, że zamiast taniego show na rurze woli wybrać coś, co przynajmniej zachowuje pozory rywalizacji a do tego jest znane i modne. Małe organizacje nie są ani znane, ani modne, a kiedy dołożą do tego jeszcze żenujący popis w walce wieczoru, szybko mogą zostać zaklasyfikowane jako zwyczajna popierdółka z walkami w tle. A z taką łatką trudno o rozwój na miarę KSW. Oczywiście wielu organizatorów zapracowanych stawianiem, “po raz trzeci”, nowego domu nawet nie dostrzega, że nie znajdują się jeszcze na etapie w którym Konfrontacja Sztuk Walki sięgała po celebrytów, a są dużo wcześniej, na etapie pierwszych kontaktów z telewizją. I co z tego, że z boku, jak w skeczu Smolenia, głos rozsądku woła: “Niech się zamkną. Koledzy! A jak się znowu okaże, że ten nowy dom nie będzie miał okien, dachu ani ścian?”, skoro zajęci pracą budowniczy i na to mają gotową receptę: “To wtedy z desek zbudujemy samolot i spier…” I rzeczywiście – spier… a za jakiś czas inni naśladowcy zaczną budowę na nowo… po raz czwarty. Na terenie Punktu Zlewnego Ścieków „Łajski” w Legionowie przy ul. Władysława Sikorskiego 8 trwa budowa budynku garażowego dla samochodów WUKO, pojazdów asenizacyjnych oraz sprzętu ciężkiego. W budynku znajdzie się również zaplecze socjalne dla pracowników Przedsiębiorstwa Wodociągowo – Kanalizacyjnego „Legionowo” Sp. z obsługujących Punkt Zlewny. Od frontu budynku powstanie plac manewrowy z parkingiem dla pracowników. Od południa i południowego zachodu budynek będzie graniczył z terenami urządzeń infrastruktury ciepłowniczej, a od północnego zachodu z zakładem Eko-Max. Prace budowlane rozpoczęły się w październiku ubiegłego roku i były prowadzone systemem gospodarczym przez pracowników PWK. Najpierw rozpoczęto od wykonania wykopu. Teren pod fundamenty budynku okazał się bardzo trudny. Stwierdzono składowisko gruzu oraz stare wysypisko śmieci !!! To wszystko trzeba było usunąć. Wymagało to wywozu około 100 wywrotek zanieczyszczeń. Po czym nawieziono około 50 wywrotek nowego gruntu i dokonano jego zagęszczenia. Na tak przygotowanym terenie wykonano fundamenty żelbetowe i żelbetowe ściany fundamentowe budynku. Wszelkie przejścia, dylatacje i łączenia zabezpieczono specjalistyczną izolacją wodoszczelną. Wykonano również żelbetowy kanał rewizyjny dla samochodów. W ciągu ostatnich dni w trybie ekspresowym, w myśl powiedzenia „niech się mury pną do góry”, wykonywane są ściany budynku. Są one murowane z porotermu z rdzeniami żelbetowymi. Część socjalna budynku została już wymurowana jak widzimy na załączonych zdjęciach. O postępie dalszych prac będziemy Państwa informować. Budowa garażu wraz zapleczem socjalnym służyć będzie do garażowania samochodów asenizacyjnych WUKO oraz innego specjalistycznego sprzętu pracującego na terenie objętym działalnością PWK „Legionowo”. Zespół garażowy przewidziany jest na 5 oddzielonych od siebie ścianami murowanymi stanowisk postojowych. Miejsca garażowe będą przystosowane również do ładowania samochodów elektrycznych, powstaną tam specjalne stacje dokujące. Powstające zaplecze socjalne będzie dwu kondygnacyjne. Na parterze w części socjalnej budynku będzie mieścił się pokój biurowy, pokój śniadaniowy, toaleta, wydzielony zostanie węzeł cieplny z osobnym wejściem. Dodatkowo ciepło i prąd dla budynku będą pozyskiwane ze zbudowanej przez Spółkę farmy fotowoltaicznej. Na piętrze w części socjalnej powstanie szatnia brudna, szatnia czysta oraz natryski. Ponadto będzie się tam mieścił mały aneks na sprzęt porządkowy. Wysokość budynku nie będzie przekraczać 10 metrów. Powierzchnia całkowita budynku to 465 m2, a kubatura 2300 m3. Należy wspomnieć, że cały teren na którym wodociągi legionowskie budują garaż to teren Punktu Zlewnego Ścieków „Łajski” na którym obecnie znajduje się wiata gospodarcza docelowo do wyburzenia, parterowy pawilon socjalno – biurowy do obsługi punktu zlewnego, który również będzie wyburzony, przepompownia ścieków, komora zasuw na kolektorze tłocznym, stacja zlewcza dwustanowiskowa, sitopiaskownik, poletko osadowo – ociekowe. Od niedawna Punkt Zlewny zaopatrywany jest w energię elektryczną z farmy fotowoltaicznej wybudowanej przez PWK „Legionowo” na sąsiedniej działce. Post Views: 191 W pięknym mieście Wrocławiu na Placu Wolności, niedaleko Opery, jest już duża dziura w ziemi. Ogrodzona. Na ogrodzeniu szumny napis: Narodowe Forum Muzyki. Jak się okazuje, nie jest to nazwa ostateczna obiektu, który w tym miejscu powstanie. Prasa została nawet zachęcona do ogłoszenia w przyszłości konkursu. Ta przyszłość – to dopiero za trzy lata: na wrzesień 2011 r. planuje się zakończenie budowy. Prezydent Rafał Dutkiewicz obiecał po pierwsze, że jeżeli dotacja unijna zostanie przycięta, to będzie się starał dołożyć z miejskiej kasy, a po drugie – że nie będzie się oszczędzało na jakości materiałów; co najwyżej nie ze wszystkim zdąży się na czas, np. z wystrojem którejś z sal czy z organami, które mają być w tej największej. Wizualizacje sal koncertowych i głównego foyer pokazywano dziś we wrocławskim Ratuszu. Założeniem jest kontrast z pobliskim, tradycyjnym i ozdobnym gmachem Opery: tu będzie nowocześnie, dwudziestopierwszowiecznie. Największa sala na 1800 osób, kameralna na 180-200, jeszcze w podziemiach dwie sale prób, które również mogą być używane na koncerty i imprezy (jedna na 300, druga na 200 osób). Ma tu być wykonywana muzyka bardzo różna, sale mogą być też wynajmowane w celach kongresowych. Pytanie, czy te sale, zwłaszcza największą, na koncertach da się zapełnić. Powstanie obecnego, niewygodnego gmachu Filharmonii Wrocławskiej (nowy ma być jej docelową siedzibą) z dość paskudną i niedużą salą koncertową zainicjował 40 lat temu jeszcze Andrzej Markowski jako rozwiązanie prowizoryczne; wiadomo, że prowizorki w tym kraju żyją najdłużej. Ale i tę salę w sezonie niełatwo zapełnić. Choć Wrocław jest jednym z najbardziej umuzycznionych miast w Polsce – na koncertach festiwalu Wratislavia Cantans zawsze są tłumy. Ale te koncerty najczęściej są w kościołach. Obecny szef artystyczny Paul McCreesh chce wprowadzić koncerty symfoniczne do nowego centrum, kiedy zostanie wybudowane. Miasto ma na szczęście świadomość, że nowa sala musi być dla kogoś. Mają więc tu działać specjalne programy edukacji muzycznej; będzie też więcej klas muzycznych we Wrocławiu. Mnie się jeszcze marzy, żeby w nowym centrum od czasu do czasu pojawiała się impreza podobna do Szalonych Dni Muzyki w Nantes (które zresztą co roku poprzedzane są cyklem zajęć edukacyjnych w mieście i okolicy), tylko potrzeba jeszcze takiego menedżera-wizjonera, jakim jest twórca i szef nantejskiej imprezy, Rene Martin. W Polsce powstaje jeszcze w tym czasie druga duża sala: Opera i Filharmonia Podlaska (zwana też szumnie Europejskim Centrum Sztuki) w Białymstoku. Ten gmach ma powstać wcześniej – już w przyszłym roku. Ministerstwo Kultury deklaruje swoje wsparcie. Sala ma być tak sprytnie wybudowana, żeby można było dzielić widownię; w swoim maksymalnym wymiarze ma mieścić 1000 osób (wynajmy na kongresy również są przewidziane). To będzie pierwsza opera na Ścianie Wschodniej (ma działać najprawdopodobniej na zasadzie impresaryjnej, bez stałego zespołu). Tymczasem ma już ona wielu wrogów. Pytają: dlaczego i po co komu opera, czy nie ma ważniejszych spraw, szkoda pieniędzy, no i w ogóle jest za duża. Zamierzam się tam wybrać i wybadać teren, ale myślę, że i tam bardzo szybko trzeba zadecydować o rozwoju muzycznej edukacji. I przeprowadzić to sensownie. No bo inaczej – faktycznie, dla kogo to? Hałdy i dymy z kominów — kiedyś. Teraz — rozmach i miliardowe inwestycje. Oto Katowice, już za pięć minut. Wielki rozmach. Kilkadziesiąt hektarów w samiutkim sercu miasta zajmą biura, mieszkania, apartamenty i galerie handlowe. Koszty? Jakiś miliard złotych. Do Katowic ściągają już zagraniczne firmy i znani architekci. Bo taka okazja trafia się rzadko. Dla ambitnej wyobraźni i dla kieszeni. Wieżowiec i deptak Na najlepszych i najdroższych katowickich działkach powstanie niemal 200 tys. mkw. nowej zabudowy. Skala robi wrażenie, nawet za granicą. Dlatego śląska stolica zrobiła furorę na gigantycznych targach nieruchomości w Cannes. Wyróżniała się wśród takich metropolii, jak Londyn, Paryż, Amsterdam, Dubaj czy Petersburg. Rezultat? Przez cztery dni stoisko odwiedziło ponad sto firm z całego globu — europejscy deweloperzy i potentaci z Bliskiego Wschodu, a także słynny architekt Daniel Libeskind (we Francji też promował nowe projekty). Eksperci wskazali też Katowice jako najlepszą lokalizację dla przedsiębiorstw, rozważających przeniesienie do Polski swej produkcji. Co ich przekonało? — Ogromny potencjał. Inwestorzy mogą liczyć na tanią i wykwalifikowaną siłę roboczą. Obecność licznych uczelni, dobra infrastruktura drogowa — przewaga Katowic nad innymi miastami w Polsce, duży rynek zbytu i bliskość granic — wylicza Marek Wollnik z firmy Metropolis Nieruchomości Komercyjne. W Cannes imponujące makiety i multimedialne projekcje przedstawiały projekt przebudowy centrum Katowic, autorstwa Tomasza Koniora, zwycięzcy zeszłorocznego konkursu architektonicznego na zagospodarowanie obszaru między Spodkiem a rynkiem. Skalę tego przedsięwzięcia można porównać jedynie do tej z berlińskiego Potsdamer Platz. — Chcemy zmienić wizerunek miasta. Ale nie zamierzamy wyburzać starych budynków. Na tym terenie znajdują się obiekty z XIX wieku, także z lat 20. i 70. To prowokuje i zobowiązuje. W dobie globalizacji — również w architekturze — należy zachować tożsamość — przekonuje Tomasz Konior. Architekt przeprowadził się do Katowic dziesięć lat temu. Z Krakowa. — Już wtedy przeczuwałem, że będzie się tutaj wiele działo. I jestem zaskoczony, że dopiero teraz — ocenia. Wymyślił, że katowicki rynek z jednej strony zamknie ratusz, z drugiej — teatr muzyczny. Przy alei Korfantego stanie ciąg budynków zaprojektowanych przez światowej sławy architektów. W miejscu Pałacu Ślubów wyrośnie Silesia Tower, najwyższy wieżowiec na Śląsku, a może i w Polsce. Pojawi się też deptak z galerią wystaw, centrum sportu, galerią handlową, sklepami i restauracjami. — Trzeba przywrócić ruch w centrum miasta. A nowa zabudowa stworzy kręgosłup między rondem i rynkiem — tłumaczy architekt. Krytycy wskazują, że otwarta przestrzeń w środku metropolii zostanie zabudowana. Ale... — Katowice to nie Paryż, a aleja Korfantego — to nie Pola Elizejskie. Taka pustka pozostawiona bez potrzeby byłaby barbarzyństwem, przecież „wycięto” kwartały miejskie, które przetrwały kataklizm ostatniej wojny — oponuje Tomasz Konior. Nietypowa galeria Kiedy początek? — Liczymy, że prace budowlane ruszą już w 2008 roku, a zakończą się po sześciu latach — prezydent Katowic Piotr Uszok wcale nie kryje entuzjazmu. W ostatnich wyborach startował jako bezpartyjny i znów wygrał. Za jego prezydentury Katowice zmienią się w nowoczesne miasto, z doskonałą infrastrukturą drogową, której Wrocław i Warszawa mogą tylko pozazdrościć. Wierzy w to, ale też wie. Swoje niebanalne pomysły stara się wcielać w życie. Spłaszczona oryginalna kopuła — która niedawno wyrosła w rejonie ronda im. gen. Ziętka, głównego węzła komunikacyjnego dla całej aglomeracji — to jego własna inicjatywa. Oryginalna konstrukcja, wyjątkowa funkcja: łączy północną i południową część miasta, przecięte przez Drogową Trasę Średnicową. Jej wierzchnią warstwę pokrywa połyskująca w słońcu blacha aluminiowo-cynkowa i szkło, a pod stalową konstrukcją kryje się galeria sztuki. Nigdzie w Polsce nie jest ona tak łatwo dostępna. Zwiedzający mogą tu przyjść wprost… z tramwaju. Na parterze kopuły widać fotografie i makietę, dającą wyobrażenie, jak miasto będzie wyglądać w przyszłości. Na ekranie — film „Dwugłowy smok” Jadwigi Kocur, opowiadający o katowickim modernizmie lat 20. i 30. Wkrótce pojawi się kawiarnia, koncerty i czasowe wystawy. Centrum miasta — wypełnione sztuką. Muzeum i dworzec Gmach Muzeum Śląskiego (ogłoszono konkurs architektoniczny) wystrzeli z ziemi w miejscu dawnej kopalni Katowice. Trzeba też zrewitalizować poprzemysłową okolicę. Odnawianie niektórych zabytkowych obiektów już się rozpoczęło. Muzeum Śląskie chce zaprojektować Odile Decq, słynna architekt z Francji. Znana z tego, że gdziekolwiek się pojawi, wywołuje zamieszanie. Jej dzieła przypominają ostre techno połączone z metalem. Tworzy dynamiczne, otwarte wnętrza, które nazywa hyper-tension. W Austrii zaprojektowała muzeum przypominające górę, a w Bretanii — muzeum regionalne — z kilku prostopadłościennych, metalicznych brył. Według jej pomysłu powstaje też Muzeum Sztuki Współczesnej w Rzymie. Niedawno przyjechała na Śląsk na zaproszenie Stowarzyszenia Architektów Polskich, by wygłosić wykład w cyklu „Mistrzowie architektury”. — Podobają mi się śląskie miasta. Młode organizmy. Ich przemysłowy charakter dodaje im siły i energii —sumuje. A czy przebudowa katowickiego dworca kolejowego też przyciągnie architektonicznie sławy? Ambitne plany zakładają, że dworzec zmieni się nie do poznania już za dwa lata. Ale trzeba znaleźć inwestora. To już trzecie podejście. Zgodnie z pierwszą koncepcją, inwestycję miało zrealizować ING Real Estate. Powierzchnię dworca miały zająć biura, pasaże handlowe, restauracje i hotel. Nici. Z drugiej próby, do której zgłosił się Polish Transport Holdings, wycofała się kolej. Trzeciego inwestora poznamy w lipcu (to początek konkursu na przebudowę dworca). Do komisji oceniającej prace PKP zaproszą również miasto. Przyszły inwestor będzie mógł wybudować tu biura, hotel i obiekty handlowo-usługowe. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, budowa ruszy w połowie 2009 roku. Jeden warunek: budowle nie mogą być wyższe niż otaczające je kamienice. Nie wiadomo jeszcze, czy obecny dworzec legnie w gruzach, czy zostanie tylko przebudowany. Przeciwny wyburzeniu jest Tomasz Konior: — To obiekt unikatowy, choć bardzo zniszczony. Moim zdaniem, większą wartością będzie jego adaptacja niż wyburzenie. Jak się zdaje, Katowice wybrały swoją drogę: nowoczesność wtopioną w tradycję. Bez kompleksu niższości wobec kogokolwiek. Trzeba kibicować, by Ślązakom się udało. Czy polityk powinien być odpowiedzialny, czy raczej powinien bacznie wsłuchiwać się w głos ludu i wychodzić naprzeciw oczekiwaniom? Jeśli chodzi o budowę murów, zasieków i szlabanów to raczej to drugie. To nic, że budowa muru nie ma sensu, że to rozwiązanie kompletnie nieskuteczne. Ciemny lud wierzy, że ma sens, że kogoś powstrzyma, że uchroni, więc nie szczędząc sił i środków cały świat buduje z zapamiętaniem mury, murki, zasieki i płoty. W 25 rocznicę obalenia Muru Berlińskiego murowanie nowych murów kwitnie. Jednym z najdłuższych i najbardziej znanych murów jest budowany od III wieku Wielki Mur Chiński. Liczy km długości, a wraz z naturalnymi przeszkodami i późniejszymi uzupełnieniami prawie km. Rzymianie też wybudowali imponujący murek, zwany Wałem Hadriana, przecinający w poprzek Brytanię. Murami odgrodziło się od Turków państwo bizantyńskie. Gdy zmalała obronna rola fortyfikacji, mury zaczęto rozbierać. Pod koniec II wojny światowej na świecie było tylko pięć murów granicznych. Po II wojny światowej wzniesiono 19 większych lub mniejszych „żelaznych kurtyn”. Wtedy do rangi symbolu urósł właśnie Mur Berliński. Niektóre płoty stoją nadal, choć rację bytu straciły już dawno. W Irlandii Północnej nadal stoi 48 km ogrodzeń, które swego czasu odgradzały katolików od protestantów. Na Cyprze pozostał mur oddzielający część turecką od greckiej. Nieźle ma się również „ognisty wąż”, czyli linia zasieków pod napięciem woltów pomiędzy Mozambikiem a Zimbabwe. Imponującą, długą na km fortyfikację wznieśli w latach 80. Marokańczycy. Wał zachodniosaharyjski, wybudowany z kamieni i piasku oddzielił tereny marokańskie od Sahary Zachodniej. Choć miał zaledwie 3 m wysokości, wzmocniono go bunkrami, licznymi barierami i polami minowymi. Od imigrantów z Afryki odgrodziła się również Hiszpania, która na terytoriach zależnych w Afryce Północnej (Melilla i Ceuta) wzniosła wysoki płot z drutu kolczastego. Rekordowo długa, licząca km jest bariera zbudowana na granicy Indii z Bangladeszem. Indie odgrodziły się również od Pakistanu, a ten z kolei zablokował granicę z Afganistanem. Od Pakistanu chce się odgrodzić także Iran, dlatego na 700-kilometrowej granicy stanie gruba na metr i wysoka na 3 m betonowa ściana. Na uwagę zasługuje mur między Uzbekistanem a Tadżykistanem. Jednym z najbardziej znienawidzonych symboli polityki odgradzania się jest mur oddzielający Izrael od Palestyny. Jego budowę rozpoczęto w 2002 r. Do dziś powstało blisko 500 km zapory z betonu, drutów pod napięciem, wyposażonej w monitoring termiczny, która otacza Zachodni Brzeg i Strefę Gazy (docelowa długość 790 km). W niektórych miejscach osiąga wysokość 8 m. Strefa Gazy została odcięta również od strony egipskiej. W grudniu 2009 r. Egipcjanie rozpoczęli budowę 11-kilometrowego muru przecinającego strategiczne miasto Rafah. Od Iraku 900-kilometrowym murem odgrodziła się Arabia Saudyjska. Budowany w latach 2006-2014, posiada 40 wież obserwacyjnych wyposażonych w radary zdolne wykryć ruch człowieka w promieniu 18 km. Ten mur to część mającej liczyć km konstrukcji, która ma ogrodzić całe królestwo. Całej fortyfikacji będzie strzegło aż saudyjskich żołnierzy. Z kolei na półkuli zachodniej najbardziej znanym przykładem odgradzania się jest granica amerykańsko-meksykańska. Niedługo w ten sposób ma być chroniona 650-kilometrowa granica malezyjsko-tajlandzka. Od biednej Gwatemali zamierza odgrodzić się Belize, a Kostaryka od Nikaragui. Projekt budowy 900 km ściany na granicy z Syrią ogłosili Turcy. W zeszłym roku budowę muru na granicy z Rosją zapowiedziały również władze Ukrainy. Mniej więcej w tym samym czasie prace nad własnym murem kontynuowali Bułgarzy, którzy chcą odizolować się od Turcji. Czy budowa murów ma sens? Nie ma. Mur chiński został pokonany kilka dekad po wybudowaniu. Wał Hadriana nigdy nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Mur Berliński upadł po 30 latach. Budowa murów jest jednak nośna politycznie, choć już nie społecznie. Przepaść powstałą na skutek utrwalającego się przez lata podziału na „swoich” i „obcych” znacznie trudniej zasypać, niż rozebrać fizyczną konstrukcję. Politycy nie chcą o tym pamiętać. W Paryżu bandyci znowu dokonali krwawego zamachu. Celem bandytów jest zastraszenie, zasianie strachu i nienawiści. Niech się Europa ogrodzona murami nie czuje tak pewnie. Niech uwierzy, że problemem są uciekinierzy, którzy uciekali tak, jak stali, a nie obracający miliardami euro terroryści hojnie wspierani przez wiele państw. Z Amerykanami włącznie. W Polsce udało się znakomicie — słowo muzułmanin stało się synonimem słowa terrorysta. Podstawowy cel bandytów został więc osiągnięty, czego najlepszym dowodem jest sąd w Poznaniu, który w ataku na tle rasowym widzi jedynie pijacki wyskok. Nie trzeba dużej wyobraźni, by sobie wyobrazić co by się działo, gdyby Syryjczyk odwinął się polskiemu tradycyjnie nietrzeźwemu patriocie. Polski hierarcha uprzejmie prosi do polskich parlamentarzystów, by stanowione przez nich prawo było zgodnie z prawem bożym, czyli widzimisię purpuratów. Proszę o prawe sumienia, aby – z Bożą pomocą – wszystko czynić dla pomyślności Państwa i Narodu, a prawo stanowione nigdy nie stało w sprzeczności z Prawem Bożym powszechnym i uniwersalnym, które jest fundamentem godności i szczęścia wszystkich ludzi wierzących i niewierzących, bez względu na różnicę kultur, wyznań i tradycji. Jednocześnie potępia się tych, którzy powszechne i uniwersalne prawo boże pomieszczone w Koranie stosują w praktyce i na co dzień. A tamtejsze sądy są równie wyrozumiałe dla sprawców czynów popełnianych z Allahem w tle lub na ustach. Muzułmańskie bomby są gorsze od francuskich? Informacje o murach na podstawie artykułu Kamila Nadolskiego „Mury bezpieczeństwa?” pomieszczonego w ostatnim numerze Wiedzy i życia z listopada 2011, nr 11 (971).

niech się mury pną do góry